wtorek, 6 sierpnia 2013

Melancholia - analiza sceny otwierającej


Melancholia Larsa von Triera z roku 2011 opowiada o końcu świata na skutek zderzenia dwóch planet, a właściwie pochłonięciu planety Ziemi przez gigantyczną planetę Melancholię, o czym dowiadujemy się już na samym początku w scenie otwierającej, która trwa osiem minut i trzy sekundy. Nie jest to ani scena akcji, ani dialogu, a raczej scena składająca się z szesnastu statycznych ujęć nawiązujących do dzieł sztuki malarstwa, literatury, muzyki i filmu. Ujęcia w sposób niezwykle poetycki oddają charakter smutku towarzyszący nadejściu końca świata.
W pierwszym ujęciu (najmniejszej ruchomej jednostce filmu pomiędzy jednym a drugim cięciem montażowym) widzimy szarą twarz kobiety (Kirsten Dunst). Kobieta ma mokre włosy i zamknięte oczy, które powoli otwiera wprost do kamery ustawionej pod kątem stu osiemdziesięciu stopni względem osi akcji (kierunek osi akcji wyznacza czubek nosa bohatera). Po chwili z nieba za jej plecami spadają martwe ptaki. Lecą wolno w dół, w taki sposób, aby uwadze nie uszła ich śmierć wprowadzająca w stan zadumy i kontemplacji. Ujęcie charakteryzuje kompozycja płaska, refleksyjna.
Zaraz po tym pojawia się kompozycja głęboka planu ogólnego, w perspektywie przedstawiająca dworski ogród położony nad brzegiem morza. Na środku stoi zegar słoneczny za pomocą gnomonu odmierzający czas, a w oddali pojawia się jakaś postać w białej sukni, którą zauważamy tylko dlatego, iż wykonuje ruch w stronę zegara w dół kadru.
Kolejne ujęcie zajmuje słynny obraz Pietera Bruegela pod tytułem Myśliwi na śniegu powstały w roku 1565. Obraz ten zaczyna płonąć. Brązowieje i kurczy się w rogach.
W ujęciu czwartym pokazana jest gigantyczna planeta w opozycji do małego słońca, która w kadrze znajduje się dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej pokazana była twarz kobiety. Interpretacyjnie nasuwa się wniosek, iż pomiędzy kobietą i planetą występuje analogia. Planeta nazywa się Melancholia i z melancholią utożsamia się główna bohaterka filmu, która zmagać się w nim będzie z depresją. Różnica polega na tym, że depresja dotyczy jednostki, a melancholia ogółu cywilizacji.
Taniec dwóch planet rozwija się dalej na oczach widza w ujęciach dziewiątym (w planie dalekim) i dwunastym (bliskim), by w ujęciu szesnastym doprowadzić do finalnej zagłady, w której znika Ziemia. Znika spokojnie ot tak po prostu, jakby jej istnienie nigdy nie miało znaczenia, podobnie jak mucha znika w zderzeniu z szybą samochodu*. Rzecz nieistotna, a piękna.
W ujęciu piątym zmienia się lider - przedstawiona zostaje druga kobieta (Charlotte Gainsbourg), kobieta niosąca w ramionach dziecko (Cameron Spurr). Jak się później okazuje, kobiety są siostrami. Z początku wydaje się ona trwać w zastygłej pozie, uchwycona w biegu po przekątnej przez golfowe pole (kadr sfilmowany w kompozycji głębinowej z symetrycznie zwężającą się ku górze perspektywą złożoną z linii drzew). Chwilę później zdajemy sobie jednak sprawę, że kobieta faktycznie znajduje się w fazie biegu, ale w spowolnionym tempie. Jej stopy nienaturalnie topią się w murawie, zostawiając za sobą głębokie ślady, jakby ziemia topniała pod wpływem gorąca. Bezpośrednio po tym także w spowolnionym tempie pada na ziemię koń. Pada w geście pełnym dramaturgii, mimo iż robi to powoli. Bardzo powoli.
To tempo utrzymuje się też w planszy sąsiadującej, gdy znów widzimy kobietę pierwszą, lecz tym razem w planie pełnym z kamerą w kącie stu osiemdziesięciu stopni względem osi akcji w kompozycji płaskiej. Kobieta ubrana jest w buty jeździeckie i z ramionami rozłożonymi w formie krzyża. Wygląda, jakby chciała połączyć się z kosmosem, co zresztą następuje z ujęciu dziesiątym, gdzie w półzbliżeniu z koniuszków palców emanuje jej prąd, wyładowania elektryczne sięgające nieba. Teraz stoi w oświetleniu punktowym na tle zacienionych drzew iglastych, a w powietrzu wokół unoszą się ważki. Dużo ważek.
W ujęciu poprzedzającym ważki widzimy wszystkie trzy postacie przez ogród zmierzające na wprost do zegara w dół kadru, od lewej: kobietę pierwszą w białej sukni ślubnej z welonem, małego chłopca w garniturze i kobietę drugą, czyli siostrę tej pierwszej. W ujęciu następującym po ważkach prowadzenie kontynuuje kobieta pierwsza, w kamerze pojawiając się tym razem pod kątem dziewięćdziesięciu stopni względem osi akcji. Alegorycznie uwięziona w pędach drzew podąża w lewą stronę kadru, z trudem poruszając się przez gęste niczym galareta powietrze. Aż w końcu leży na wznak do połowy zanurzona w strumieniu, w rękach ściskając bukiet konwalii. Płynie. Wizualnie przypomina obraz Johna Everetta Millaisa z lat 1851/52 pod tytułem Ofelia (kadr sfilmowany prostopadle z góry w kompozycji płaskiej) albo teledysk Nicka Cave’a i Kylie Minogue Where the Wild Roses Grow z 1996 roku. W kwestii znaczeniowej nawiązuje do poematu lorda Alfreda Tennysona pod tytułem Lady of Shalott z roku 1842.
W ujęciu przedostatnim (piętnastym) w pierwszym planie po lewej stronie kadru mamy chłopca scyzorykiem strugającego gałąź drzewa, a w drugim planie z prawej idącą w jego kierunku kobietę pierwszą. Rzecz dzieje się w lesie. Chłopiec wraz z „superciocią” budują magiczną grotę, która uchronić ma ich przed katastrofą (podobny motyw odnaleźć możemy w książce Tove Jansson z roku 1946 pod tytułem Kometa nad doliną Muminków).
Podsumowując, scena otwierająca Melancholię przedstawia obrazy przerażonych bohaterów uciekających przed apokalipsą. Tempo akcji służy tutaj spowolnieniu, przypomina bardziej oglądanie obrazów w albumie z historii sztuki niż filmu z gatunku science-fiction, jakim niewątpliwie przecież jest Melancholia. Czas i miejsce akcji zmienia się w zależności od ujęcia. Pojawiają się: klasycznie zaprojektowany ogród, pole golfowe, las, kosmos, rzeka, a nawet wnętrze jednego z pokoi domu, w którym toczyć się będzie akcja filmu. Wszystko o różnych porach dnia. Bohaterowie zostają przedstawieni w takiej kolejności i relacjach, w jakich występują w dalszej części historii, a wątki rozwijać się będą po kolei, jednak w sposób typowy już dla narracji filmowej niż dla obrazów malarskich.
Scena otwierająca Melancholię spełnia funkcję prologu i przypomina w swej konstrukcji dzieło malarskie, a zabieg ten jest o tyle celowy, o ile w treści filmu pojawia się nawiązanie do dziedzictwa kultury i sztuki. Chodzi bowiem o to, by wprowadzić widza w nastrój melancholii, klimat nostalgii, tęsknoty za czymś nieokreślonym, by wywołać u widza stan wysoce emocjonalny i na tym stanie poprowadzić go przez resztę filmu.
Ilustrację muzyczną stanowi utwór Wagnera pod tytułem Tristan i Izolda.

* Fly on the Windscreen, Depeche Mode 1986.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz