poniedziałek, 30 lipca 2012

O debiucie, literackich żartach i obserwacji świata z Eną Kielską rozmawia Edyta Antoniak-Kiedos




Edyta Antoniak-Kiedos: Eno, wiele artystycznych profesji w twoim życiu – jesteś poetką, autorką prozy kryminalnej, scenarzystką, reżyserką, modelką, aktorką, piszesz bloga – co jest zatem najważniejsze?

Ena Kielska:  Najważniejszy jest proces twórczy. Lubię pracować z ludźmi, bo daje mi to dużo satysfakcji i zawsze dowiem się czegoś ciekawego, ale lubię też zamykać się na całe tygodnie i obmyślać plan. Pisanie z natury jest intymne, a wszystko inne zachodzi w interakcji. Dlatego też najważniejszy jest proces twórczy.

EA-K: W ramach VIII Sosnowieckich Dni Literatury odbył się Twój wieczór autorski z cyklu „Czas na debiut”. Jednak to spotkanie nie było Twoim właściwym debiutem. Opowiedz jak jest naprawdę.

Ena: Prawda jest taka, że każde spotkanie jest jak pierwszy raz, bo nigdy nie wiesz, co Cię czeka. Przy właściwym debiucie w 2008 roku zaprezentowałam wiersze w formie audycji multimedialnej przy pokazie fotografii Anny66 Andrzejewskiej oraz akompaniamencie fortepianu i skrzypiec.  Napisałam tomik “Witam państwa w mojej audycji gotyk i seks”, który stanowił swoisty trybut dla Tomka Beksińskiego. Wtedy też powstał pomysł na film, niemy film z muzyką na żywo. W 2009 napisałam scenariusz i współreżyserowałam “Balladę o morderstwie”, stylizowany na lata dwudzieste obraz wykonany techniką poklatkową przez Annę66 Andrzejewską. Potem był tomik “Weź napisz o mnie wiersz” (2011) wydany w formie ebooka przez wydawnictwo e-bookowo i w końcu “Pamiętnik Wendy”, pierwsza proza.


EA-K: Skąd pomysł na pisanie? Twoje teksty mają zmieniać świat czy bawić ludzi?


Ena: Ponieważ sama lubię myśleć, kiedy czytam, odkrywając przy tym nowe obszary rzeczywistości, chciałabym, aby moje teksty nie tylko dostarczały rozrywki, ale skłaniały też do zastanowienia się nad światem. Szczególnie z filozoficznego punktu widzenia. Czuję, że mam misję i spełniam ją poprzez pisanie.


EA-K: Łączysz wiersze z fotografią. Właściwie każda Twoja książka to album wierszy i zdjęć. Skąd taki pomysł na budowanie opowieści?
  
Ena: Żyjemy w dobie digitalizacji i piktorializmu, gdzie obrazek staje się nadrzędnym narzędziem komunikacji. Dzisiaj ludzie wolą oglądanie od czytania, toteż połączenie fotografii z wierszem sprawia, że otrzymujemy więcej możliwości odbioru, a przecież o niego chodzi najbardziej. Autorką zdjęć do wszystkich moich tekstów jest Anna66 Andrzejewska.


EA-K: Twoje teksty to stałe eksperymentowanie w obrębie języka, łamanie stereotypów i przyzwyczajeń, epatowanie kiczem i balansowanie na granicy kultury wysokiej i popkultury. Ważniejsza jest zatem treść czy język, styl utworu?

Ena: Jest takie przysłowie, że jesteś tym, co jesz, a to w popkulturze oznacza, że o naszym światopoglądzie decydują doświadczenia. Każdy widzi inaczej. Nie ma dwóch takich, co myślą jak jeden. Piszę to, o czym przeczytam lub dotknę twarzą w twarz, ewentualnie jeszcze o tym, co usłyszę, bądź mi doniesiono, ale to oznacza to samo.  Czyli, że piszę to, co widzę. Jest takie magiczne narzędzie, a właściwie figura, tak zwany trójkąt trzech cesarzy (amulet o potężnej mocy). Jedna z moich bohaterek znajdzie go na swojej drodze i wypowie trzy życzenia dotyczące treści, języka i techniki utworu. Spełnią się. Zawsze się spełniają.


EA-K: Z wykształcenia jesteś anglistką. To pomaga eksperymentować ze słowem?

Ena: Tak. Jestem bilingualna i jestem z tego dumna. Lubię prostotę oraz miękkość języka angielskiego i żałuję, że miewam coraz mniej okazji otaczać się nim. Często, kiedy brakuje mi słów w jednym języku, szukam odpowiednika w drugim i jakoś tak znaczenie świata staje się pełniejsze.


EA-K: Napisałaś w jednym z wierszy: nie przeszkadza mi fakt ze nie jestem / wojaczek bursa czy stachura. Kto jest Twoim wzorem w literaturze i życiu literackim?

Ena: Marek Hłasko i Tomasz Piątek. Uwielbiam ich sposób budowania zdań. Zaczytuję się, a kiedy czytam (bądź słucham, bo to też czasem robię), boję się, że za szybko skończę. Chciałabym umieć tak, jak oni.


EA-K: Wiele osób widzi w Tobie kobietę wojującą, wyzwoloną i feminizującą. Jaki jest Twój stosunek do feminizmu i literatury gender?


Ena: Moja przygoda z literaturą gender rozpoczęła się na studiach i tamże zakończyła. Czytając jednak feminizm przez pryzmat dekonstrukcji, mój stosunek do eksperymentów na języku jako narzędziu w sposób formalny jest pozytywny. I zupełnie nie wiem, dlaczego niektórzy widzą we mnie wojowniczkę, bo nie wiem, z kim i po co miałabym wojować. Przecież wszystko już wolno.


EA-K: Na zakończenie chciałabym zapytać Cię o pseudonim artystyczny Ena Kielska to skrót, który mi kojarzy się z Witkacym (Stanisław Ignacy Witkiewicz). To przypadek czy czerpiesz inspiracje z mistrza blagi, prowokacji i skandalu?

Ena: Przypadki podobno nie istnieją, ale cieszy mnie takie porównanie. To dla mnie zaszczyt, tym bardziej, że jak już wspomniałam na spotkaniu - skandalistką byłam w liceum.

Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego najlepszego.


wywiad pochodzi z kulturalnego miesięcznika Sosnart, numer 7/2012 http://sosnart.pl/
 

2 komentarze:

  1. "Lubię pracować z ludźmi, bo daje mi to dużo satysfakcji i zawsze dowiem się czegoś ciekawego, ale lubię też zamykać się na całe tygodnie i obmyślać plan" - jakbym siebie słyszała :)Całość interesująca, ciekawa, bez patosu. Gratulacje Eno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Karolino :** właśnie zamykam się, by obmyślić nowy plan ;))

    OdpowiedzUsuń