niedziela, 15 kwietnia 2012

murder ballad

niskim głosem przez dziurkę od klucza
gdy nie odpowiadał układ ścian
w stosunku do okna
przedawkowaniem stroboskopu nakazem lustra
wszystko stawało się swoim przeciwieństwem
nie
nie przyszedł rozmawiać

gdy znaleziono jej białe ciało
wygodnie zatopione w satynowe prześcieradła
na ustach miała jeszcze ślad

koniec podobno nie istnieje

3 komentarze:

  1. Bardzo dobrze się czyta... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój dobry znajomy Z. Freud pomaga mi zrozumieć Twoje fantazje :) Interesujące...

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję, pamiętam ten wiersz siedział we mnie długo, a napisałam go w wiosenny poranek w Katowicach pod supersamem, gdzie spotykali się narkomani z dilerem... miałam kaca, słonko świeciło, na pasach ruch, każdy wpatrzony w chodnik albo w okularach słonecznych... naszło mnie wspomnienie i prawie się popłakałam... no i jest wiersz :)

    OdpowiedzUsuń